str. główna

MALARSTWO & RYSUNEK

galeria 0

galeria 1

galeria 2

ZDJĘCIA

galeria

TEKSTY

jest-lirycznie

wiersze

historie

***

O AUTORCE

codzienna

w swoich oczach

okiem aparatu

twoimi oczami: mk120988@op.pl

***

KSIEGA GOŚCI

O mnie




Wychodzę do ludzi z tym, co mam. Choć na razie to niewiele to wierzę w to, że prawdziwe porozumienie może zaistnieć tylko wtedy, kiedy ludzie dzielą się sobą wzajemnie, a nie próbują wywrzeć na sobie nawzajem jak najlepsze wrażenie.

Ktoś zarzucił mi brak rozwoju - "bo we wszystkich notkach od samego początku jest o tym samym, tylko innymi słowami". To, co pisałam tu o sobie ponad rok temu, jeszcze przed studiami świadczy o czymś wręcz przeciwnym. Inaczej pisałam. Byłam czym innym.
Nie jestem jednym i tym samym, mogę drażnić niespójnością, ale nie jestem kreacją - tylko one są niezmienne, bo sztuczne jak czysta biel albo czysta czerń. Mam różne kolory i jak każdy człowiek - różne role do spełnienia. Najpiękniejsze w odkrywaniu jest to, że sprawia ci to radość niezależnie od tego czy ktoś to rozumie i podziela, czy ktoś ci wierzy czy nie. Robisz to dla siebie, a czasem trafi się ktoś, kto też z tego będzie chciał i potrafił skorzystać.
Dziś ktoś powiedział mi: czasem jak na Ciebie patrzę to widzę taką dziewczynkę skaczącą przez skakankę, masz w sobie coś takiego.
Lubię tę dziewczynkę, jej beztroskę i radość. Niech zostanie troszeczkę naiwna i pomysłowa, niech ma odwagę na eksperymenty. To, że nie zniszczę jej nie ograniczy mnie przecież.
Nikt z nas nie jest jednym. I to, że dorastam nie znaczy, że 10-letnie dziecko czy 15-letnia dziewczyna nie są już we mnie obecne. Podobno najlepiej byłoby ułożyć wszystkie nasze dzieci na niebie i wtedy zobaczyć jak wiele różnorodności się w nas kryje. Podobno zawsze, kiedy cieszymy się lub płaczemy albo złościmy się odzywa się w nas dziecko. Dorosły to opanowany myśliciel, to dzieci są emocjonalne - śmieją się, a za chwilę dąsają płaczą, wystarczy moment, żeby znów wywołać na zapłakanej twarzy uśmiech.

Jeśli masz wątpliwości do tego, co piszę, może zamiast pisać anonimowo w księdze gości złośliwe uwagi po prostu spotkaj się ze mną i sprawdź?

Myślę, że im ktoś jest wyżej na szczeblu swojego rozwoju tym więcej w nim pokory i zrozumienia. Prości ludzie uważają się za lepszych, ci trochę wyżej pochylają się nad ludźmi, żeby zobaczyć w nich coś ważnego, bo wiedzą, że ludzie uczą się od siebie wzajemnie.
Mój nauczyciel od malarstwa, pomimo wysokiego tytułu, wciąż pozostał człowiekiem i traktuje innych jak ludzi, nie jak podwładnych. Widział na pewno wiele dobrych obrazów, grafik, sam tworzy. Mógłby być "ponad" to wszystko, śmiać się z naszych nieudolnych wprawek malarskich. A jednak potrafi powiedzieć na zajęciach: "wy też mnie inspirujecie. Wzajemnie się od siebie uczymy". Potrafi ucieszyć się z czyjegoś rozwoju, nie ogranicza, nie szufladkuje, choć mógłby, a wtedy jest zawsze łatwiej - ten jest dobry, a ten zły, tamten to wielki talent a ten tutaj to beztalencie. Taką segregację wystarczyłoby zrobić raz, a potem krytykować wszystko, co wychodzi ponad normę, ponad tą osobę. Są ludzie, których cieszy to, że inni brną do przodu i ich także to motywuje.
Zapytałam kiedyś: no dobrze, ale co konkretnie mam zmienić w tym obrazie? Jaki kolor? Jak?
- Nie powiem ci tego w punktach, bo to nie przepis na ciasto. Wiem, że to potrafisz i wiem, że zrobisz tak, żeby było dobrze.
Nie znam lepszej motywacji niż własna wewnętrzna połączona ze wsparciem z zewnątrz. Nawet, jeśli wiara i nadzieje pokładane w kimś są na wyrost. Pewnie gdyby nie ta, czasem irracjonalna, wiara - ludzie nawet nie próbowaliby rzeczy pozornie niemożliwych.

Nikt nie jest ideałem. Ile razy każdy z nas mówi coś głupiego, bez sensu, bez znaczenia. I podobnie jest z pisaniem. Na pewno zdarzy mi się pisać jakieś banały - tak, jak zdarzają mi się nieudane szkice i rozmowy (i bywam gadatliwa w piśmie, lubię dużo pisać - jedna z moich większych wad). Ale wierzę w to, że czasem też udaje mi się stworzyć coś, co ma sens i dlatego nie przestaję pisać ani stwarzać.

Pisząc sama o sobie nie napiszę tego, co napisałby o mnie ktoś inny. Mama napisałaby, że mam wieczny bałagan w pokoju i nawet, jak posprzątam to z reguły porządek nie utrzymuje się więcej niż jeden, dwa dni. Powiedziałaby jeszcze, że nie zna lepszej osoby do krojenia jajek w kostkę krajalnicą do krojenia w plasterki. Powiedziałaby, że mnie kocha.
Mój młodszy brat pewnie powiedziałby, że jestem głupia i złośliwa i, że za często czeszę włosy, choć czeszę je tylko po kąpieli i, akurat wtedy, kiedy stoję w przedpokoju przed lustrem i je rozczesuję, on przechodzi obok, do pokoju i idzie spać.
Koleżanka powiedziałaby, że jestem w zasadzie dobra jako modelka, bo przynajmniej słucham jej poleceń i sama często proponuję miejsce, ubrania, sugeruje pozy. I poza moimi napadami śmiechu chyba nie sprawiam większych problemów.
Ktoś powiedziałby, że "ładnie rysuję". Nie lubię tego określenia, ale przyzwyczaiłam się już do tego, że wg innych to komplement.

Cokolwiek napiszę o sobie - będzie już moją interpretacją, a nie tym, jaka naprawdę jestem.
Myślę, że więcej mnie jest we wszystkich notkach, szkicach, niż w tym opisie "o mnie". Bo tylko, kiedy mówisz/piszesz coś, nie myśląc o sobie, wyrażasz siebie najpełniej. Kiedy zaczynasz myśleć o sobie to już wchodzisz w interpretację i, nawet nieświadomie, robisz tak, żeby pokazać się od takiej strony jaka się komuś spodoba, kogoś zainteresuje.

Czasem ktoś pisze mi że chciałby umieć tak pisać o sobie jak ja to robię.
Największą sztuką jest wyrazić siebie w milionie rzeczy, które się robi. Mówienie o sobie to mniejsza umiejętność. I można popaść w egocentryzm :). Tutaj jest taki zlepek i ulepek różnych myśli, nie zawsze oryginalnych czy ciekawych, ale moich. A jeśli zacznie cię to nudzić - zawsze możesz wyjść. To nie książka, którą należy przeczytać od deski do deski.
Czasem siedziałam sama w domu z kubkiem herbaty i nagle - a gdyby opisać jaki smak ma dla mnie herbata z zielonego kubka z wielkim uchem? Nie, nie jaki smak herbaty opisuje informacja na torebce, tylko to jak ona MI smakuje. Tak powstawało to "cóś" - momentami.


To, co tutaj opisałam to nie tekst o tym jaka jestem. To o tym jak siebie widzę ja sama. Nie zawsze. Czasem. Nie wierzę w "zawsze" podobnie jak nie wierzę w "normalność".


Czasem przychodzą do mnie listy adresowane nie do mnie, a wtedy szukam adresata jak Amelia wlaściciela pudełka z zabawkami. Innym razem poznaję kogoś w autobusie, a potem bawię się w detektywa, próbując go odnaleźć i czuję się jak Celine z "Before Sunrise". Po pewnym czasie nie wiem czy chciałam go odnaleźć bardziej dlatego, że mnie zafascynował czy dlatego, że potrzebny był mi do wyznaczenia jakiś trudnoosiągalny cel. Chyba jedno i drugie.
Momentami życie ma w sobie mnóstwo magii.


Marta.
Studentka malarstwa.
Modelka
Czasem trudno pogodzić jedno z drugim. Jednego dnia w fioletowej spódnicy, w farbach i fartuchach, z rękami w glinie i butami w pyle, a następnego pomalowane paznokcie, ubrana skromnie, ale w coś, co podkreśla figurę. To dwa światy, choć mają coś wspólnego. To sztuka. Sztuka tworzenia i sztuka bycia. Sztuka szczerości i kreacji. Przenikają się wzajemnie - podobnie jak artysta z dziełem. Jak praca modelki z pracą fotografa. Fascynują mnie te zależności.


Nie wiem ile więzi będzie stałych i "zawsze", ile bardzo się zmieni lub zaniknie. Ludzie przeważnie bywają ze sobą, a nie są. Do tej pory nie czuję, że odnalazłam równowagę pomiędzy byciem dla siebie, a byciem dla innych, pomiędzy "zero kontaktu", a gorączkowym poszukiwaniem ludzi.
Uczę się uniezależniać, a jednocześnie nie być kimś przezroczystym i zbędnym. Nie wiem jeszcze wielu rzeczy.
Ale myślę, że powodem do wstydu nie jest niewiedza, ale brak świadomości własnej niewiedzy. To nie usprawiedliwienie, ale pasy bezpieczeństwa. Od obsesyjnego pragnienia doskonałości można by zwariować.

Wrażliwa (pewnie czasem emocjonalna ekshibicjonistka), niekiedy nadwrażliwa.
Niecierpliwa (nie mów mi nigdy "jutro ci coś powiem", bo nie będę mogła spać całą noc). Ale uczę się cierpliwości i tego, że trzeba innym dawać czas tak, jak chciałoby się go samemu otrzymać - czas na zastanowienie się, na uśmiech, reakcję.

Zafascynowani ludzie piszą maile. To miłe :). Ale rzadko kto pokazuje w nich świadomość tego, że to, co piszę, to trochę inny świat. Słowo pisane i mówione to przecież nie to samo. Słowa żywe nie mają dużo czasu na namyślenie się czy się ujawnić czy nie. Czasem wyskakują z ukrycia i bez ostrzeżenia. Nie znasz "Ał!", kiedy boli, albo ostrego "psss...", kiedy coś zepsujesz, o czymś zapomniałeś?
Jedni lepiej piszą, inni lepiej mówią. Rzadko kto posiada obie te umiejętności w równym stopniu.
Nie mówię poezją na co dzień. To byłoby już groteskowe ;). Ale tak jak piszę tak mówię o tym, co czuję, widzę, czego doświadczam. Nie wszystko się mówi. Tak, jak nie każdemu pokazuje się pamiętnik. Myślę, że to dobrze. Cenniejsze jest zawsze to, co mniej dostępne. Chciałbyś wiedzieć tylko i jedynie to, do czego dostęp mają wszyscy? Cenię rozmowy w cztery oczy. Te święte spotkania, które nie zdarzają się codziennie ani nie z każdym i to też czyni je wyjątkowymi.

TANIEC PRZENOSI MNIE W INNY ŚWIAT

Czuję się wtedy jak ćma dnia składająca i rozchylająca skrzydła. Lubię wirować, obracać się, tańczyć na palcach i osuwać się na podłogę. Oglądam balet i nie mogę się nadziwić ile ćwiczeń i poświęcenia wymaga to, żeby po latach być czystym, delikatnym ruchem, być mgłą. Przekonać ciało, by było tym, czym się chce, żeby było.
Lubię wynosić obręcz rąk w powietrze i wzbijać wzrok w niebo - poszerzasz spojrzenie na świat i czujesz się częścią wielkiej całości.

Kiedyś p. instruktorka puściła "Dla Elizy", takie pozytywkowe.
Cała sala kobiet zamieniła się w pudełko pełne porcelanowych lalek obracających się w rytm pozytywki. Nie miały baletek ani przykrótkich spódniczek jak po własnych córkach, ale to wyglądało pięknie.
Ostatnie zajęcia skończyły się w sali ze zgaszonym światłem. Nieżywe kamienie ciał leżały porozrzucane po podłodze. W powietrzu unosił się zapach żurawiny. A my leżałyśmy na wpół-martwe, na wpół-zmartwychwstałe.

Na takie chwile czasem się czeka, czasem przychodzą niespodziewanie. I nie zawsze da się je opisać. Bo czy jesteś w stanie poczuć dokładnie to samo, kiedy opowiem ci o koszmarze? Ludzie śmieją się z ludzych lęków. A przecież my sami wiemy jak okropnie obudzić się z roztrzęsionymi rękami, z dziwnym niepokojem.
Śniło mi się ostatnio, że spalił mi się dom. To nie było zwyczajne zjawisko trawienia przez płomienie. Trwało chwilę. Nie obudziłam się od razu. Myślałam o szafie pełnej ulubionych sukienek, o pierwszym pierścionku dostanym od chłopaka, o pamiątkach po babci i zdjęciach z przyjaciółką. Nagle poczułam się niewyobrażalnie wolna. Wolna od przedmiotów. Nigdy nie wyrzuciłabym ich, bo kojarzyły się - z dzieciństwem, z pierwszym zauroczeniem, z ciepłym głosem babci i jej zamiłowaniem do kolekcjonowania porcelanowych słoni. Ale w jednej chwili straciłam wszystko i nie zostało nic. Byłam sama z tym, co we mnie - miałam w sobie wspomnienia i doświadczenia, a tego nikt nie mógł spalić i zgasić. Trzeba było odejść spod gruzów tego, co stanowiło dom.
Każdy z nas jest własnym fundamentem i jedynym, co zawsze mu zostanie, gdy straci wszystko inne.


Zazwyczaj bardzo długo się wybieram zanim gdziekolwiek wyjdę. W pośpiechu zwykle coś zrzucam z półki albo kruszę cienie do powiek na umywalkę. Za szybko zamykam oczy po malowaniu rzęs i zawsze muszę poprawiać makijaż, bo rzęsy odbijają się w czarne pajączki, wystawiające cienkie nóżki spod oczu. Bez makijażu też potrafię się obejść.
Kiedy jestem zdenerwowana/skrępowana/onieśmielona - obkręcam włosy dookoła palca albo zwijam pasemka w rurki i wiążę pod szyją jak kokardę. Lubię się zasłaniać włosami.
Czasem gryzę wargi ze zdenerwowania.

Uwielbiam pozować, oglądać po kawałku miejsce, gdzie odbywa się sesja, odkrywać po kolei drobne elementy tworzące jego klimat, opierać się o ramy okienne, leżeć na szachownicy. Grać raz zjawę, raz lalkę, innym razem femme fatale czy martwą pianistkę na fortepianie. Być kimś innym, zgłębić jego emocje - to taki niewielki fragment aktorstwa.
Każde miejsce do sesji to scena, na której mogę grać różne role. Z sesji wracam zmęczona, ale szczęśliwa - jak po podróży z innego świata.
Nie boję się przeżywania i udawania podczas sesji różnych emocji, ale boję się podkręcania rzęs na zalotce.

Moje uśmiechnięte zdjęcia nie są pozowane. Wtedy czuję, że żyję. To taka naturalna, pierwotna radość - z samego faktu, że się istnieje, że się ma oczy do patrzenia, że można biegać, czuć, oddychać. Takie naiwne dziecię się wtedy we mnie odzywa ;)




"Gdy byłem młody, narastało we mnie poczucie osamotnienia i nic nie wydawało mi się bardziej zgubne niż samotność. Szczególnie ją odczuwałem przy rozlicznych towarzyskich okazjach, ta melancholijna samotność wśród tłumu znajomych. Żadne pragnienie nie było wtedy we mnie mocniejsze niż chęć porozumienia się z innymi. Gdybym tylko potrafił zdobyć to nieosiągalne porozumienie choć z jednym człowiekiem, wszystko by mi się udalo" Karol Jaspers

Czasem naprawdę zaczynam wierzyć w to, że jestem obłąkana, bo tak bardzo pragnę i potrzebuję rozmowy, a nie tylko wymiany komunikatów. Wysyłania i dostawania listów, pytań i odpowiedzi, rozmowy, więzi a nie tylko jednostronnego monologu. Chyba najczęściej jest mi przykro właśnie z tego powodu - nie mogąc nawiązać z kimś kontaktu, kiedy mijamy się w rozmowie, mówimy obok siebie, a nie ze sobą. Zwykle nikt nie jest bez winy.
Nie lubię zostawiać spraw samym sobie. Lubię rozmowy. Te trudne - także. Nie lubię tych pustych i bezcelowych - o klubach, imprezach i przyjemnościach wysokoprocentowych. Nie bawi mnie to :). To się przeżywa albo i nie, a nie opowiada o tym. To jak opowieści o koszmarach sennych - czujesz za siebie. Nikt inny tego tak nie poczuje.


Taka ze mnie raczej introwertyczka. Czasem potrzebuję pobyć sama - uwielbiam wieczorną przyjemność czytania w samotności książki. Trzeba uzupełnić luki w kalendarzu na najbliższy miesiąc, odsłonić firankę i popatrzeć na to, co za oknem, przytulić się do psa, naszkicować samochód stojący przy ulicy i kawałek studni, poobserwować czarne wrony na zielonej trawie. Potańczyć, kiedy nikt nie widzi.
Potrzebuję ludzi. Czasem wystarczy, że są. Choć samotność wśród ludzi boli chyba najmocniej. Są weekendy, kiedy więcej rozmawiamy niż malujemy z koleżankami z grupy. Są dni, kiedy nie mówimy nic, tylko stoimy obok siebie przy swoich sztalugach, ale sama obecność daje większą motywację. Nie lubię malować na uczelni całkiem sama w pracowani.
Lubię na zmianę zostawać sama ze swoimi planami i projektami, ze szczoteczką z czarnym tuszem tuż przy rzęsach i kromką, którą trzeba posmarować masłem, ze swoim biletem do skasowania i resztą w sklepie do odebrania, bo nikt nie zrobi tego za mnie, a za chwilę spotkać się - porobić zdjęcia czy razem iść nawet do pierwszego lepszego sklepu, na spacer, potańczyć. Sok w dwóch szklankach. Czasem ktoś zapowiedziany nie przychodzi. Wtedy wypijam jego sok. I zostawiam pustą szklankę. Patrzę na nią aż uświadomię sobie, że żadna inna ręka jej teraz nie podniesie. Że muszę ją wziąć, umyć i odstawić do suszenia. A zapowiedziany gość i tak nie przyjdzie. Przeżywam to trochę jak jednodniową żałobę, bo każde przygotowanie się na gościa to dla mnie święto. Bardzo lubię spotkania. Takie prawdziwe. Wyczekuję ich zawsze jak pierwszej gwiazdki.
Nie lubię niezapowiedzianych wizyt, ale spontanicznym decyzjom mówię "tak" ;). Pół godziny wystarczy, żeby przyzwyczaić się do myśli spotkania.
Lis powiedział do Małego Księcia, że umówione spotkania będą mu sprawiać większą przyjemność - bo będzie miał czas, żeby się na nie przygotować, wyczekiwać ich, że już kilka godzin przez planowanym spotkaniem będzie się czuł inaczej, bo będzie wiedział, że zbliża się czas upragnionego spotkania.



Kiedy jadę autobusem i patrzę na kilometry torów, budynki, mosty, mury i myślę nad tym ile trwało zanim człowiek zabudował cały świat... to myślę, że to jest niesamowite ile pracy i wysiłku włożyły kolejne poklenia w to, żeby to wszystko wyglądało tak, jak wygląda. A na co dzień o tym się nie myśli. Przynajmniej ja o tym nie myślę aż tak, bo chyba zwariowałabym z zachwytu nawet nad każdym śmietnikiem z cegieł :).

Lubię leżeć na rozgrzanym słońcem dachu. Jak jaszczurka.




Staram się odnaleźć w każdym coś, co mnie zainteresuje, coś, co docenię, co sprawi, że ten człowiek będzie dla mnie piękny, mając element piękna w sobie - jakąś niezwykłość.
Nigdy postanowienia nie mają 100% pokrycia z rzeczywistością. Cieszę się z tych chwil oświecenia, kiedy nagle myślę: "wiedziałam, że ma świetne poczucie humoru, ale nie zdawałam sobie sprawy z tego, że ma tak kobiecy i zmysłowy głos!". Tak jest często. Po miesiącach odkrywa się w kimś coś nowego. Niektóre sprawy potrzebują czasu, by urosnąć do poziomu wzroku.
Kiedyś miałam ambitne plany, by kochać wszystkich, i, żeby wszyscy lubili mnie. Niestety, to tylko utopia. Dziś już nie stawiam sobie za cel życia, by podobać się wszystkim. Tak się nie da. Zawsze dla kogoś będę za ładna/za brzydka/głupia/mądra/utalentowana/zarozumiała/dziecinna/dojrzała.

Nie jestem przesadną romantyczką - wiem, gdzie granica między rzeczywistością, a fantazją. Staram się uczynić z życia bajkę - gdzie dobro i prawda wygrywają nawet wtedy, kiedy nikt ich nie słucha. Czasem nie potrafię się dogadać z ludźmi zbyt oderwanymi od realnego świata - którzy zachwycają się zachodzącym słońcem i zapachem pomarańczy, ale są tak bardzo skupieni na sobie, że wszystko inne też odnoszą do własnej osoby. Tak, nie lubię skrajnych egocentryków-egoistów. Choć od reguły bywają wyjątki... chyba rzecz w tym, by we wszystkich swoich nawykach i drobnych zboczeniach zachować umiar - by nie narzucać się innym i nie obdarowywać ich swoim światem, kiedy jesteśmy niemile widziani. Dlatego więcej piszę niż mówię. I polubiłam słuchanie.
Nie interesują mnie marki, metki, modele komórek, telewizja. Czasem nie słucham radia, kiedy przesadzają z wyliczaniem katastrof. To słodka wolność od zbędnych nowości. Wolna od natłoku negatywnych informacji. Skupiam się na świecie wewnętrznym. Coraz częściej wolę sięgać wgłąb ludzkiej psychiki, prawdziwych przyczyn zachowań, stanów niż beztrosko obserwować chmurki, wąchać kwiatki i takie tam... to też jest miłe i przyjemne, ale kiedy odkryje się więcej niż tylko takie zmysłowe przyjemności - potem już nigdy nie patrzy się tak samo na zachodzące słońce. Chce się czegoś więcej - czegoś ponad drobne przyjemności. Może pasji? Może rozwoju? Nabycia mądrości, która nie przychodzi ani szybko ani łatwo.



Każdy potrafi ranić. Ale równocześnie każdy, nawet złodziej czy morderca, chce wierzyć w to, że jest dobry, że nie krzywdzi innych. Że nawet, jeśli nie robi nic, by innym było lepiej, to przynajmniej nie sprawia, by było im trudniej i gorzej. Inaczej nikt z nas nie mógłby ze sobą wytrzymać. Lubimy wierzyć w to, że jesteśmy dobrzy. Wydaje nam się, że jesteśmy tym, czym chcielibyśmy się widzieć, choć nigdy nie wiesz czy nie jesteś powodem koszmarów we śnie lub na jawie dla jakiejś osoby.


Egoistyczna część jest każdemu potrzebna.
Człowiek skupiony tylko na sobie staje się zarozumiałym narcyzem, nieczułym na potrzeby innych, ale człowiek poświęcający całego siebie, całe swoje życie dla innych...? Nie ma już siebie. Nie może powiedziec: jestem taki, albo taki, bo nie widzi siebie. Tak, jakby nie żył w pełni, bo nie ma świadomości tego, kim jest. Jest jedynie narzędziem, ale nie podmiotem.
Dlatego myślę, że najlepiej jest, kiedy panuje równowaga - harmonia pomiędzy byciem dla siebie, a byciem dla innych. Nie można zapominać, że nie jesteśmy tu tylko dla siebie, ale też trzeba się czasem sprzeciwić, kiedy ludzie mówią Ci co masz robić, jak masz żyć, kim powinieneś być a kim, ich zdaniem, jesteś. Nie dać się wykorzystywać ;), bo to jak postawienie dobra drugiego człowieka nad szacunkiem do siebie.
Kiedyś mama pomogła mi w uświadomieniu sobie, że trzeba brnąć do przodu, realizować swoje cele, a ktoś, kto mi na to nie pozwala, kto we mnie nie wierzy - nie jest osobą, z którą powinnam utrzymywać bliskie więzi. Trzeba się wzajemnie motywować, nie zniechęcać, nie wątpić w możliwości. Każdy ma wady i słabości, ale trzeba szukać mocnych stron i na nich się skupić, rozwijać je, a słabości zmaleją do rozmiarów okruchów.

Może dlatego nie lubię słowa egoistka - nie czuję się nią w takim stopniu, by to wymagało nagany, pogardy ze strony innych, leczenia. Nie czuję, ze myślę o sobie wiecej niż potrzebuję. Nie czuję, że spełniając własne marzenia, realizując swoje cele, zapominam o innych i ich potrzebach i przez realizowanie mojego planu na życie - zaniedbuję ich. Chyba wróciłam do tego, co już napisałam wcześniej - człowiek myśli, że jest taki, jaki chcialłby być. Że jeśli ma dobre chęci to już jest dobry, choć w oczach innych zawsze będzie taki niedoskonały.


Napisała do mnie:
"(...) Masz talent. Ja też chcę pisać, ale widzę że nic z tego... Do tego trzeba mieć talent, którego ja chyba nie posiadam."

Myślę, ze czasem wystarczy robić coś z całego serca, pracować codziennie, nawet pół godziny. Talent nie zawsze jest potrzebny, by porwać ludzi, by być lepszym i rozwinąć się. Do tego trzeba pasji i pracy. Może nie mam talentu do pisania, ale mam do niego serce. Poprosiłam ją, żeby zaczęła pisać. Bo chcieć to móc.
Jeśli coś mi się udaje to przeważnie po wielu miesiącach albo nawet latach, po godzinach spędzonych nad tym, nad czym akurat pracuję. Tak jest z pisaniem, z rysowaniem. Rzadko kiedy od razu powstaje coś gotowego. Zmieniam, modyfikuję, do skutku, aż będzie jak najbliżej ideału. Studia uczą myślenia, hamują chaos tworzenia, wprowadzają trochę dyscypliny - najpierw pomyśl, potem zrób. Nie rób dużo bez sensu i w pośpiechu. Lepiej mniej, a z sensem. Często coś pozostaje niedocenione. Choć nauczyłam się już, że to, co nazywałam porażkami to po prostu cenne doświadczenia. Moje wiersze na portalach o poezji nie były nigdy doceniane przez ogół. Raczej krytykowane.
Minął żal i pojawiło się zrozumienie. Dojrzałam do tego, żeby samemu uśmiechnąć się do banału wyzierającego z własnych tekstów. Ile można w taki sposób o miłości, o samotności? Sztuka wymaga ekshibicjonizmu. To przecież nic innego jak: to jest we mnie. A przynajmniej jakaś tego część. Pokazanie tego, co się tworzy to konieczność, bo póki jest tylko dla nas samych nie ma tej siły, ale wymaga odwagi. Bo to wystawienie siebie na widok publiczny. I także chcąc nie chcąc pokazanie naszych braków i niedoskonałości.
Teraz więcej myślę, mniej tworzę nieprzemyślanych kompozycji malarskich i literackich. Osiągnąć coś wielkiego można tylko wtedy, kiedy nie skupiasz się za bardzo na rzeczach małych i drobnych nie budujących.
Odreagowuję już w inny sposób. Sztuka ma coś mówić, nie być jedynie terapią i uleczeniem. Ma mieć sens, który poczuję nie tylko ja. Ma mieć zrozumiałe zasady i coś, co przyciągnie, co zdziwi, zachwyci, zmieni.
Większość ludzi w okresie dorastania zaczyna coś tworzyć, by wyrazić siebie. Jedni się z tego leczą, inni nie. Ci, którzy nie wyleczyli się z tworzenia - to desperaci nie potrafiący się obejść bez swojej obesji albo ludzie wyzwoleni od ciasnoty siebie, ale nie wyleczeni z zamiłowania do tworzenia, z dystansem i lekkim uśmiechem, świadomi, bo nie tylko z intuicją, ale też z wiedzą.
Z etapu naiwnego wyrywania z siebie emocji przechodzę drogą dalej. Mijam własne rozkrzyczane twarze. Sztuka ma wzbudzać emocje, a niekoniecznie je pokazywać w oczywistej formie. Nie można dojrzeć nie wychodząc poza siebie i poza emocje. W ten sposób można tylko zwariować.
To dlatego kiwamy głowami z lekkim politowaniem nad nowozakochanymi wymyślającymi łzawe liściki miłosne, tandetne rymy, zachodziki słońca i kwiaty w wazonie, najlepiej pastelami i z białymi blikami. Wzrusza ta prosta naiwność, ale trochę zasmuca brak rozwoju, przewaga uczuć nad rozumem, czucia nad myśleniem.




Oglądam się za staruszkami i dziećmi, chłopakami i dziewczynami, takie małe zboczenie - uwielbiam patrzeć na ich twarze, gesty i uwielbiam mówić ludziom o tym, co mi się w nich podoba - to, że ktoś w zielonym ma jakby bardziej oliwkową cerę, to, że mamy z kimś podobny odcień włosów, jak słoma błyszczą złoto w słońcu. Nie wszyscy lubią moje natrętne spojrzenia. Czasem to ich wprowadza w zakłopotanie albo denerwuje. Nieraz słyszałam uwagi typu: "Jakbyś się oglądała za chłopakami to zrozumiałe, ale za dziewczynami???" - a ja po prostu uwielbiam przypatrywać się WSZYSTKIM.

Uwielbiam obserwować uszy - małe i większe, delikatnie rzeźbione i te o grubszych płatkach. Bardziej okrągłe, posłużne i duże albo trójkątne, trochę szpiczaste albo jak połówka serca.
Podobno mam elfie uszy. Tylko, że nie zakończone tam ostro jak u elfów.

Nigdy nie dusiłam z miłości kotów. Hodowałam tylko motyle w pudełku po margarynie. A teraz ślimaki w słoiku. Chciałabym mieć w pokoju wronę. Widzę je codziennie, kiedy idę na uczelnię. Czasem trzymają w dziobach kasztany jak gałki oczne. Lubię ten moment, gdy ptak zrywa się do lotu. Nawet nie sam lot ani nie sfruwanie na gałąź. Uwielbiam moment odrywania się od ziemi. I ten szelest piór.

Lubię obserwować dzieci bawiące się w sklep, gdzie płacą suchymi liśćmi i te momenty, kiedy dzieci pokazują, że często są bardziej pomysłowe i mądrzejsze niż dorośli.

Mało jeszcze znam i wiem. Zwykle inspiruję się kimś na chwilę, a potem idę dalej szukać następnych obrazów, które mnie uwiodą, idei, które wydają się oczywiste, a powodują oświecenie.

Ulubione prace z digarta
www - "Spotkamy się na górze". To zdjęcie mnie przeraża. Mrozi nawet w 30-stopniowy upał.
www - uwielbiam to zdjęcie, bo pokazuje to, co trudno uchwycić - wewnętrzne piękno
www - włosy, bo też lubię się w nich chować
www - hell
www - <3
www - "już nic nie powiem"
www - I see something - Kiedy byłam mała - kładłam się tak na podłodze i patrzyłam przez szparę w drzwiach co się dzieje w łazience
www - chłopiec i jego miska z marzeniami

Kiedyś wiecznie czekałam - na słowo, przyjaźń, zrozumienie, na miłość. Traciłam czas, aż zrozumiałam, że życie nie jest po to, by czekać tylko po to, by działać, choćbyś był niezrozumiany i odpychany.
Tylko człowiek naprawdę szczęśliwy jest w stanie uszczęśliwiać innych. Wierzę w to do dziś. Być może naiwnie i głupio, ale wciąż wierzę w to, że ludzie powinni sobie wzajemnie pomagać. Nie, by pisano o nich w gazetach z nagłówkami "Pani X zaadoptowała kolejne dziecko z Afryki" czy żeby wyczytywano ich nazwiska w kościele obok zdania "złożył największą ofiarę ze wszystkich parafian, by nas wspomóc". Ten, kto pomaga z serca, nawet, kiedy mało kto wie o jego działalności, nie rezygnuje. Nie szuka rozgłosu, nie fotografuje się z pacjentami ze szpitali, by czuć, że robi coś dobrego.
Chciałabym zostawić coś po sobie. Coś, co zostanie. Mam takie pragnienie, by zmienić coś na lepsze, choćby odrobinę, by wywołać jak najwięcej uśmiechów na ludzkich twarzach, nauczcć kogoś radości... a potem dać wolność wyboru i, jeśli będzie tego chciał - pozwolić odejść.


"Spraw aby Twoje życie stało się dziełem sztuki" - Brian Tracy

"Czy możesz sobie wyobrazić, że Bóg, Architekt i Stwórca całego wszechświata, zaprojektował i wyrzeźbił Twoje życie? Chce pokierowac 'okolicznościami' w Twoim życiu, aby wyrzeźbić i wypolerować Cię w doskonałe dzieło sztuki. Boże zasady są częścią Jego projektu, byś stał się wielkim dziełem."




Ważne jest nie to, co nas spotyka, ale to jak my to odczuwamy i co z tym robimy, co na tym wybudujemy i czy w ogóle.

Jeśli ktoś odnosi wrażenie, że prowadzę tę stronę, bo jestem tak zadufana w sobie i zarozumiała i boli go sam fakt mojego istnienia - nie jest mi z tego powodu przykro :). Wywalczyłam sobie sama u siebie prawo do bycia tutaj, do istnienia i do dzwonienia tym istnieniem, do radości z niego, a nie chowania się tak, by nikt mnie nie odnalazł.
I nie ma powodu, żebym zapomniała o sobie, bo to jak pogarda życiem.

To jedno z moich miejsc. Mogę i będę tu pokazywać siebie i mam nadzieję, że raczej swój rozwój niż niedorozwój. Wiem, że są osoby, którym to, co piszę coś daje, nawet na chwilę. Jestem im wdzięczna za to, że są i, że niektórzy z nich mają odwagę napisać mi: "lubię" albo "podziwiam", choć sami są osobami, od których mogłabym się wiele nauczyć.
Małe starcia też potrafią uczyć. Zasada jest jedna - szanujemy się wzajemnie. Jeśli masz zamiar wygarnąć mi wszystko złe, co o mnie myślisz to już teraz możesz sobie to darować. Nie lubię rozmów bez sensu, a odpieranie ataków to nie rozmowa.
Najpierw pomyśl czy sam chciałbyś przeczytać coś, co mi napiszesz. Potem - czy ja chciałabym to przeczytać. A potem napisz albo zrezygnuj.

Dziękuję Ci za poświęcony mi czas.